Sprytna dziewczyna, to pracująca dziewczyna … głową


Facebook
Facebook
Google+
http://www.business-heels.pl/przedsiebiorczosc/pracujaca-dziewczyna/
Twitter
LinkedIn

Spotkałam ją w 1988 roku. W filmie. Spotkanie było szokujące. Blond włosy, mocno natapirowane, niebotycznych rozmiarów, wytrzymałe jak zderzak. Mocne indygo pod samą brew oraz czarne rajstopy i białe tenisówki, do tego uroczy język Elizy Doolittle. Moje stereotypowe myślenie już ją sobie zaszufladkowało i wzmocniło je jeszcze gdy okazało się, że jest sekretarką – etykietka gotowa.  Zaskoczenie przynosi pierwsza scena filmu:

 

– Nie spotkamy się na lanczu. Mam lekcje wymowy – mówi bohaterka do swojej przyjaciółki.

– Jak to? Przecież umiesz mówić – zdziwiona zeka na nią. – No to może trochę później?

– Później mam wykład o powstających rynkach.

– Jezu, masz dziś urodziny, czy nie mogą choć raz powstać bez ciebie.

 

Tess o nieco piskliwym głosie, można od razu polubić, nie tylko dlatego, że łamie stereotypy. Trafiłam na jej historię, podczas poszukiwania filmu inspirującego kobiety, które chcą zaistnieć w biznesie. Uwierzcie, nie ma takich, które warto byłoby obejrzeć. Bo pokazują albo infantylne, przerysowane kobiety, albo femme fatale, albo zimne wyrachowane despotki. Nic dla normalnych, zwykłych kobiet. Od początku ciekawa byłam jak bohaterka, odnajdzie się w świecie biznesu i czy to miejsce jest dla niej. Kilka rzeczy mówiło mi, że jednak pasuje idealnie. 

 

Szuka okazji biznesowych

 

Wbrew pozorom, ta umiejętność wymaga myślenia. Niestandardowego, ponieważ nie tylko trzeba znać dziedzinę, w której tworzy się biznes, ale też umieć dostrzegać związki między z pozoru sprzecznymi ze sobą informacjami i łączyć je w coś zupełnie nowego. Wymaga też sięgnięcia myślą w przyszłość, aby zobaczyć jak dana branża będzie wyglądać, ale najważniejsze, jak może wyglądać pod wpływem różnych zdarzeń.

 

Pamiętam jedną z moich pierwszych książek ulubionego autora SF, Orsona Scotta Carda „Siódmy syn”. Nie ważne o czym traktowała fabuła, ale ważne było to, jak autor potraktował czas. Umieścił bohaterów w alternatywnej rzeczywistości, pozwalając Napoleonowi żyć dalej i pokazał jak ten fakt zmienił dalszą historię. Takie ćwiczenia są rewelacyjne i pomagają dostrzec niecodzienne rozwiązania, a czasem, choć rzadko, rewolucjonizują nasz własny biznes. Moja bohaterka stwierdza: „Mówiłam, że akcje tej spółki spadną, ale nie chcą słuchać sekretarki”. I tu pojawia się kolejna właściwość, a mianowicie intuicja. Nie chodzi tu bynajmniej o ten dziwny ucisk w żołądku, ale wydanie sądu na podstawie dużego zasobu wiedzy i informacji.

 

Działa. Nigdy się nie poddaje

Już na początku bohaterka popada w tarapaty, trudności się piętrzą, przeciwności co rusz nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jednak Tess działa. Jest kobietą, jest sekretarką, jest atrakcyjna, dlatego tak trudno jest przebić się jej ambicji i pomysłom. Chce się rozwijać, ale ciągle słyszy: „Twoimi konkurentami byli absolwenci Harvardu, ty kończyłaś kurs dla sekretarek”.

 

Nie wystarczy umieć myśleć i być przedsiębiorczym, ale jeszcze trzeba mieć odpowiedni papier i trzeba być mężczyzną. Smutna prawda dołuje, ale nie naszą bohaterkę. Gdyby była mężczyzną dostałaby szansę na podstawie potencjału jaki ma w sobie, a tak wszyscy pytają gdzie studiowała i jakie ma doświadczenie, nikt nie pyta czy umie myśleć.

 

Mimo to, jest skoncentrowana, dobrze wie czego chce. Wychodzi z inicjatywą, prezentuje swoje pomysły i projekty. Zaczyna wdrażać swoje pomysły od niewielkich, przyziemnych spraw uparcie dochodząc do poważnych biznesowych projektów. Licho w postaci groźnej szefowej nie śpi i mimochodem kradnie ów błyskotliwy projekt, słusznie przewidując, w nim zyskowny biznes. To nie zatrzymuje ją w działaniu. Zamiast płakać w rękaw przyjaciółki i narzekać na ludzką niesprawiedliwość dalej realizuje swój plan. Używa swojego sprytu i roztropności, bo to jest mądra dziewczyna.

 

Uciera nosa dupkom

 

– Nie zrobisz kariery nazywając szefa alfonsem.

– Ale on nim jest.

 

 

Nie obawia się publicznie nazywać zło złem. Nie siedzi cicho, drżąc w obawie o ciepłą posadkę, kiedy szef wysyła ją na „spotkanie rekrutacyjne” w limuzynie znajomego z szampanem. Mało tego, sama uciera nosa, zadufanemu w sobie mężczyźnie, który jest przekonany, że byle sekretarka nie odważy się ujawnić jego nieetyczne działania.

 

Dzięki sprytowi i inicjatywie kreuje szansę i dobrze ją wykorzystuje. Choć w pewnym momencie na szali znajdzie się jej słowo jako sekretarki oraz słowo szefowej, to prawda broni się sama. I na koniec z uroczą szczerością, jest świadoma tego, że jest kobietą, a nie mężczyzną w biznesie: „Mam łeb do interesów i ciało do grzechu, czy to źle?” 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *